Rewolucja w państwowym funduszu. Minister Żurek ogłasza
Ofiary przestępstw pozostały na lodzie po tym, jak ministerstwo sprawiedliwości nie zdołało na czas wyłonić beneficjentów Funduszu Sprawiedliwości. Teraz szef resortu ogłasza: rozdzielaniem środków mają zająć się województwa.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek podpisał w piątek decyzję o przesunięciu terminu zakończenia konkursu organizowanego w ramach Funduszu Sprawiedliwości. Nowy termin wyboru ofert w ramach dramatycznie spóźnionego już konkursu to 27 lutego. To już nie pierwsza zmiana terminu, a z resortu już wcześniej docierały doniesienia, że urzędnicy boją się podjąć jakiekolwiek decyzje, żeby nie skończyć tak, jak osoby, które środki rozdzielały za czasów Zbigniewa Ziobry. Waldemar Żurek ma więc nowy pomysł na Fundusz Sprawiedliwości.
Kończymy z zasadą, że to minister-polityk decyduje, gdzie pójdą jakie pieniądze. Bo czym to skutkuje, pokazała nam sprawa pana Ziobry, który dziś ma 26 zarzutów - stwierdził.
Warto zaznaczyć, a wydaje się, że akurat minister sprawiedliwości powinien to wiedzieć, że osoba z postawionymi zarzutami to nadal osoba niewinna - winę dopiero musi udowodnić sąd, wydając wyrok. Tymczasem minister Żurek postanowił, że od teraz Funduszem Sprawiedliwości mają zajmować się województwa.
Wszystkim Polakom należy się pomoc, jeśli są pokrzywdzeni, bez względu na to, gdzie mieszkają i na kogo głosują. (…) Lokalnie byłby organizowany konkurs, organizacje musiałyby spełnić wyznaczone na poziomie ogólnokrajowym standardy i wtedy całą Polskę udałoby się pokryć uczciwie siecią pieniędzy. Wygrywają, czyli dostają pieniądze wszyscy, którzy te standardy spełnią. Czy to Bogatynia, czy Suwałki, Kraków czy Warszawa, środki idą równo. Nie będzie zależności od polityka, nie będzie głosów, że tych lubi, więc im dał, a innym nie, bo ich nie cierpi. (…) W tym kierunku chcemy iść. Żeby pomoc dostali wszyscy pokrzywdzeni, bez względu na to, gdzie mieszkają i na kogo głosują - powiedział.
W tym miejscu warto zaznaczyć też jeszcze jedną sprawę. Na poziomie samorządowym decyzje podejmują politycy, dokładnie tak samo, jak na poziomie centralnym. Minister sprawiedliwości uprawia więc zwykłą spychologię. Pytanie, czy jeżeli dany samorząd podejmie nie taką decyzję, jakiej oczekuje szef resortu sprawiedliwości, to odpowiedzialni za to będą ciągani po sądach, jak to jest z ministrem Ziobro i jego współpracownikami?
Źródło: dorzeczy.pl, wpolityce.pl