Skandowanie "Niech żyje Chrystus Król" propagowaniem faszyzmu? Kuriozalne postępowanie przeciw Robertowi Bąkiewiczowi

0
0
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Powraca sprawa, prowadzona z zawiadomienia "Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych" przeciwko Robertowi Bąkiewiczowi, obecnie liderowi Ruchu Obrony Granic. Przestępstwem, którego miał się dopuścić było skandowanie "Ave Christus Rex", czyli... "Niech żyje Chrystus Król". Miałoby to rzekomo wyczerpywać znamiona propagowania ustroju faszystowskiego.

Nie jest to nowa kwestia, bo zaczęła się w czasie proaborcyjnych zamieszek, których liderzy wzywali m.in. do palenia kościołów. Wobec takich gróźb, katolicy oddolnie zorganizowali grupy samoobrony wokół świątyń.

Sprawa jest kompletnie absurdalna. Ona się toczy od 2020 roku i dotyczy tzw. strajków kobiet, a ja wtedy znajdowałem się przed kościołem św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży w Warszawie. Byliśmy atakowani przez motłoch wielotysięczny. Nas tam było 20-30, potem ze 100 osób. Broniliśmy kościoła przed wtargnięciem tego motłochu do środka. Modliliśmy się na różańcu, śpiewaliśmy pieni religijne i wznosiliśmy okrzyki "Ave Christus Rex", czyli "Niech żyje Chrystus Król" - tłumaczył Robert Bąkiewicz w telewizji wRealu24.

Wśród stawianych zarzutów jest też przypięcie sobie wpinki z wizerunkiem Leona Degrelle, belgijskiego polityka, twórcy ruchu "Christus Rex", działacza Akcji Katolickiej, kolaboranta Niemiec nazistowskich, oficera Wermahtu i SS, głosiciela kłamstwa oświęcimskiego i negatora holocaustu. Bąkiewicz jednak stwierdził, że niczego takiego nie miał na sobie.

To z zapinką Degrelle'a to już jest fantazja tych, którzy wniosek do prokuratury, a potem do sądu składali. To jest "Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych" - powiedział.

Choć sprawa została już w pewnym momencie zamknięta, to powrócono do niej po powrocie do władzy Donalda Tuska. 

Ta sprawa została pierwotnie przez policję zamknięta, czy przez prokuraturę, a potem - zobaczmy - to jest listopad 2023 roku, Donald Tusk dochodzi do władzy, odgrzebują mi i w tej chwili toczy się to postępowanie - wskazał Robert Bąkiewicz.

Według lidera Ruchu Obrony Granic, to nie wobec broniących wówczas kościołów należy stawiać zarzuty, ale wobec tych, którzy atakowali.

My byliśmy wtedy ofiarami. To Marta Lempart i całe lewactwo wtedy, politycy Platformy Obywatelskiej w dużej części popierający to wydarzenie, Rafał Trzaskowski popierający ataki na świątynie, atakowali nas, atakowali świątynie, chcieli je zbezcześcić, rzucali w nas kamieniami. Tam akurat na Placu Trzech Krzyży było kilka osób rannych, wywożonych do szpitala, działy się naprawdę sceny wstrząsające wręcz. My, jako ofiary tego postępowania barbarzyńców jesteśmy, czy ja jestem w tej chwili szarpany przez prokuratury, przez sądy. W tej chwili ta sprawa OMZRiK-u jest, z tego, co się dowiedziałem, prowadzona na wniosek sądu, do którego wpłynął bezpośrednio akt oskarżenia, taki prywatny, przygotowany przez tych ludzi, którzy atakują po prostu polskich patriotów - podkreślił.

Powyższa sprawa jest tylko jednym z wielu postępowań sądowych, jakie toczą się wobec Roberta Bąkiewicza, choć być może najbardziej absurdalną. 

Czyli mam odpowiadać za okrzyki "Niech żyje Chrystus Król". Już tego krzyczeć nie wolno? I mam odpowiadać za słowa "Nie przepraszam za Jedwabne". W sumie, za co miałbym przepraszać? To też, wygląda na to, że w mniemaniu tego lewactwa oznacza, że jestem faszystą, ksenofobem, że jestem jakimś nienawistnikiem. To wpisuje się w szerszy kontekst spraw, które przeciwko mnie się toczą. W tej chwili jest ich kilkadziesiąt, niektóre z nich są z zarzutami karnymi. Jedne postawiono mi ostatnio 30 grudnia i dotyczą kwestii migracyjnych, przerzutu migrantów przez zachodnią granicę, ale i pewnej mojej aktywności na terenie całej Polski w tym kontekście. Grozi mi do 3 lat pozbawienia wolności. Za namalowanie znaku "Polski Walczącej" na budynku Ministerstwa Środowiska grozi mi nawet do 8 lat pozbawienia wolności. Przypominam, że ta banda Tuska po dojściu do władzy zaczęła z budynków państwowych zdejmować w wielu miejscach krzyże, tablice pamiątkowe, upamiętniające polskich bohaterów i tak się stało m.in. w budynku Ministerstwa Środowiska, gdzie zdjęto tablice upamiętniające żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych i Żołnierzy Wyklętych i zdjęto znak "Polski Walczącej", a pracownicy ministerstwa, ci nominowani już przez Tuska i przez panią minister mówili, że tutaj kwestia bohaterstwa tych ludzi jest niejednoznaczna. Czyli ci ludzie uznają, że polscy Żołnierze Wyklęci, że polskie Podziemie Niepodległościowe w czasie II wojny światowej, to nie polscy bohaterowie? Ja w ramach sprzeciwu wobec tego typu narracji, wobec tego typu działań, niszczących tę symbolikę, namalowałem znak "Polski Walczącej" - relacjonował Bąkiewicz.

Jego zdaniem to wszystko jest motywowane politycznie, aby wytworzyć takie, a nie inne wrażenie na jego temat.

Ta władza stara się robić wszystko, żeby utrudnić mi życie i, żeby konsekwentnie budować takie wrażenie, że jestem osobą, która podejmuje działania o charakterze przestępczym. To być może, w konsekwencji próba zamknięcia mnie, na podstawie tych sfingowanych dowodów - zauważył.

Sprawa nie umknęła też uwadze komentujących w mediach społecznościowych.

"Christus Rex"  wywodzi się z katolickiej tradycji teologicznej (już od czasów patrystycznych) i jest starsze niż belgijski ruch rexistowski Degrelle'a z 1935 r. Święto Chrystusa Króla ustanowiono w 1925 r. Nie powinno być utożsamiane wyłącznie z tym ruchem. Skoro skandowanie hasła „Chrystus Rex” jest traktowane jako propagowanie faszyzmu, to ewidentnie coś jest nie tak, biorąc pod uwagę notoryczne propagowanie w Polsce równie zbrodniczych jakim jest komunizm czy banderyzm - ocenił Damian Daszkowski, członek Zarządu WIR-Masz Głos, wiceprzewodniczący SOS Wrocław!

Źródło: wRealu24, Facebook

Najnowsze
Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Przejdź na stronę główną