Historyk szykanowany za krytyczne wobec rządu Tuska komentarze. "Mściwi i z gruntu źli ludzie"
Rozumiem, w jak trudnym położeniu znajduje się Pan jako dyrektor Instytutu Zachodniego pod obecnymi rządami. Wiem, jak na ogół mściwi i z gruntu źli są to ludzie. Ze swym nihilistycznym stosunkiem do prawa i praworządności łamią i w tym przypadku wszystkie regulacje - pisze prof. dr hab. Stanisław Żerko w opublikowanym liście do swojego przełożonego, dr hab. Michała Nowosielskiego, Dyrektora Instytutu Zachodniego w Poznaniu.
Prof. Stanisław Żerko to historyk, niemcoznawca, profesor nauk humanistycznych, pracownik Instytutu Zachodniego oraz Instytutu Stosunków Międzynarodowych Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.
Powszechnie wiadomo, że moje tweety mają charakter prywatny. Pisałem je z konta, w którego opisie nie ma ani nie było nigdy słowa, że pracuję w Instytucie Zachodnim. Niemniej w dniu, w którym otrzymałem Pana pismo, zastosowałem się do Pana życzenia. Cenię sobie bardzo, że zostało ono wyrażone w formie stanowczej, ale i wobec mnie życzliwej. Skasowałem zatem kilka może zbyt ostrych wpisów. Zaznaczyłem w nazwie mojego profilu, że nie wyrażam stanowiska IZ. Dodać muszę, że tylko ktoś nierozumny mógłby sądzić, że wypowiadam się w imieniu Instytutu Zachodniego. Pana prośba, którą spełniłem, chyba jednak ośmiesza IZ i jest kontrskuteczna, co widać po reakcjach publiczności. Nikomu w Akademii Marynarki Wojennej, w której pracuję od 14 lat, nie przyszło do głowy, że moje komentarze na twitterze nie są prywatne i że mogą być kojarzone z AMW. Niestety nie sądzę, że osoby, które Panu czynią z mojego powodu absurdalne zarzuty, pójdą po rozum do głowy - wskazuje prof. Żerko w opublikowanym liście.
Problemy popularnego historyka miały zostać wygenerowane w związku z naciskami ze strony działaczy PSL, takich jak Jakub Stefaniak.
Pan Stefaniak nie przyznaje, że to on był osobą, stojącą za interwencją u dyrektora Instytutu Zachodniego z powodu moich krytycznych i żartobliwych wobec obozu rządzącego wpisów na Twitterze. Pan Stefaniak – po tym, gdy skrytykowałem jego obraźliwy pod adresem prezydenta Nawrockiego wpis – pogroził mi na tymże Twitterze, że znów będę musiał „wypocić z siebie tłumaczenia i przepraszać jak ostatnio”. Jest to kłamstwo. Dziś jednak sekretarz stanu w KPRM J. Stefaniak był łaskaw napisać w stylu poniekąd dla niego charakterystycznym o mnie: „zapaskudził zbroję i spłodził samokrytykę na 4 strony, której mimo zapowiedzi nie upublicznił” - relacjonował w jednej ze swoich wypowiedzi prof. Żerko.
Jeden z podnoszonych zarzutów wobec prof. Żerki jest dosyć absurdalny.
Nie porównywałem wicepremiera i ministra obrony narodowej Kosiniaka-Kamysza do syryjskiego dyktatora. W moim niewinnym, żartobliwym wpisie chodziło mi wyłącznie o zewnętrzne podobieństwo obu tych postaci, która to okoliczność jest przedmiotem memów w Internecie od ponad 10 lat. Autorzy donosu na mnie do Pana, tj. młodzieżówka PSL, odznaczać się muszą nienachalną inteligencją, ale za to dużym fanatyzmem, by doszukać się w moim tweecie treści obrażających ich pryncypała, tj. prezesa PSL. Nie bez powodu – zamiast pozwać mnie do sądu – młodzieżowi aktywiści wybrali drogę wywarcia nacisku na mojego pracodawcę, czyli na Pana. Osobno zaznaczę, iż inkryminowany żart opublikowałem, gdy już przebywałem na rocznym urlopie bezpłatnym. Nie ma w tym żarcie niczego nagannego - wyjaśnił.
Jak zrelacjonował w liście do swojego przełożonego, jego krytyczne stanowisko wobec kolejnych rządów już nie pierwszy raz przysparza mu problemów.
Moja aktywność publicystyczna była źródłem Pana kłopotów już za poprzednich rządów Platformy Obywatelskiej, kiedy w 2011 r. musiał Pan nałożyć na mnie karę służbową po opublikowaniu przeze mnie artykułu na łamach „Rzeczpospolitej” (karę anulowaną później przez Komisję Dyscyplinarną IZ). Kolejny mój artykuł w „Rzeczpospolitej” miał dla mnie konsekwencje bardziej przykre osobiście: kilkoro zaciekłych zwolenników Platformy w Instytucie (w tym członkowie wielkopolskiego wyborczego komitetu poparcia dla B. Komorowskiego) napisało wiernopoddańczy list do władz, „odcinający się” ode mnie. Następnie chciano poddać mnie ostracyzmowi, bym nie wytrzymał atmosfery zaszczuwania i sam zwolnił się z Instytutu - napisał.
Jak się okazuje, znacznie łagodniej na krytykę zareagowali rządzący w okresie rządów PiS.
W okresie rządów PiS, które także krytykowałem publicznie (i to ostro), dyrektor IZ dr Justyna Schulz nie podjęła wobec mnie jakichkolwiek czynności służbowych. Dochodzące do niej słowa niezadowolenia ówczesnych władz przekazywała mi w formie życzliwej, biorąc mnie w obronę wobec naszych „nadzorców” z KPRM. Wiem też, że ujmował się za moim prawem do swobody wypowiedzi ówczesny przewodniczący Rady IZ, prof. Zdzisław Krasnodębski. Sam Pan widzi różnicę - wskazał prof. Żerko.
Jak widać, nawet niewinny żart, ale dotyczący polityka obozu rządzącego, może w Polsce powodować problemy w pracy. Ekipa, która na każdym kroku przekonywała, że reprezentuje "uśmiechniętą Polskę", najwyraźniej nie ma za grosz poczucia humoru.
Źródło: odpowiedzialnypoznan.pl