Senator KO wywołał burzę. Są nowe informacje
Choć sprawa senatora KO Tomasza Lenza wywołała powszechne oburzenie opinii publicznej, to polityk nadal nie doczekał się konsekwencji, ani ze strony prokuratury, ani własnej partii. Na jaw wychodzą kolejne informacje.
15 marca w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim pojawili się senator Tomasz Lenz i jego syn. Zamiast skierować się na izbę przyjęć, jak większość pacjentów, weszli bezpośrednio na oddział chirurgii. Tam syn senatora przeszedł zabieg. Jak wynika z ustaleń mediów, polityk ominął kolejkę i nie ma odpowiedniej dokumentacji medycznej. Chirurg i anestezjolog biorący udział w zabiegu mieli wtedy pełnić dyżury na swoich oddziałach.
Jak się okazało, zabiegiem miało być usunięcie wrastającego paznokcia u nastolatka. Trwają postępowania wyjaśniające w tej sprawie. Na razie nie ma w tej sprawie ruchu prokuratury, ani Koalicji Obywatelskiej, do której należy senator Lenz. Z kolei NFZ opublikował już swoje wystąpienie pokontrolne. Odniósł się w nim choćby do działań doktora Jerzego Becińskiego, który wykonywał zabieg.
Jerzy Beciński w ramach prowadzonego postępowania kontrolnego przedłożył Zespołowi Kontrolującemu indywidualną dokumentację medyczną pacjenta (...) z dnia 15 marca 2026 opatrzoną pieczątką Poradni Chirurgicznej powiatowego Szpitala w Aleksandrowie Kujawskim - stwierdzono.
Media jednak wyłapały, że gdy senator Lenz z żoną pokazywali dokumenty, aby bronić swoje postępowanie, to na nich, w tym samym miejscu, pieczątki nie było. Co więcej, sama poradnia miała być tego dnia nieczynna. To jednak nie koniec wątpliwości.
Książka fabrycznie zawiera 100 stron, natomiast strona, na której dokonano wpisu, jest stroną 101 z widocznymi śladami pozwalającymi na stwierdzenie, że została doklejona do oryginalnie wyprodukowanej. Szpital nie uzupełniał żadnych braków w dokumentacji medycznej - poinformowali przedstawiciele szpitala.
Nie wiadomo kto i kiedy dokleił stronę. Zastrzeżenia pojawiają się też o naruszenie przepisów epidemiologicznych.
Wprowadzenie pacjenta na oddział do gabinetu zabiegowego z ominięciem Izby Przyjęć zakłóca prawidłowy harmonogram pracy personelu w oddziale, wpływa na ominięcie wewnętrznych regulaminów, procedur, w tym epidemiologicznych - oświadczył szpital.
Po ujawnieniu informacji o aferze, niektórzy dziennikarze zajmujący się sprawą, otrzymali groźby.
Rolą dziennikarzy jest przypominanie, że wszystkich polityków powinny obowiązywać te same zasady i że każdy powinien działać uczciwie. Gdy napisałam tekst o leczeniu krewnego senatora w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim, otrzymałam anonimową wiadomość, że jeśli będę tak pisać, to razem z moją redaktorką będziemy jadły korzonki warzyw - napisała dziennikarka "Gazety Wyborczej", Paulina Błaszkiewicz.
Źródło: wp.pl, wpolityce.pl