Nowe plany ministerstwa edukacji. "Pułapka zostawiona na nieświadomych rodziców"

0
0
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Opór społeczny, organizowany m.in. przez naszą Fundację, utrudnia rządowi Tuska wprowadzanie do przedszkoli i szkół "edukacji seksualnej" w najbardziej wulgarnej formie. W związku z tym, władze MEN po raz kolejny zmieniają taktykę, aby uśpić czujność rodziców. Sięgają po sprawdzoną metodę dezinformacji - zmianę definicji słów i językowy kamuflaż - ostrzega Fundacja Pro - Prawo do życia.

Chodzi o plany MEN wprowadzenia nowego przedmiotu pod nazwą "edukacja zdrowotna". Brzmi podobnie do "edukacji zdrowotnej" czy "edukacji seksualnej"? Zdaniem Fundacji Pro - Prawo do życia - nieprzypadkowo.

Wielokrotnie informowaliśmy już o taktyce, jaką rząd Tuska oraz współpracujący z nim deprawatorzy przyjęli przy wdrażaniu „edukacji seksualnej” do polskich szkół. Po prostu zmieniono nazwę: „edukację seksualną” nazwano „edukacją zdrowotną”, a seksualizację i deprawację wymieszano z hasłami o higienie, zdrowym odżywianiu i potrzebie aktywności fizycznej. Który rodzic nie chciałby, aby jego dziecko było zdrowe? Na tym właśnie polegała ta manipulacja. Teraz MEN chce powtórzyć ten sam scenariusz - wskazano.

Organizacja alarmuje, że nowy przedmiot "to nic innego jak tylne wejście dla opracowanych w Niemczech Standardów Edukacji Seksualnej w Europie". Jednym z kluczowym terminów w tym kontekście ma być "dobrostan".

Według niemieckich Standardów Edukacji Seksualnej, które od lat stanowią podstawę działania dla polskiego MEN i deprawatorów, zdrowie i „dobrostan” człowieka są nierozerwalnie złączone z seksualnością i to od momentu narodzin. Standardy zakładają, że dziecko nie jest istotą niewinną, którą należy chronić i wychowywać, tylko „istotą seksualną” już od kołyski - wyjaśnia Fundacja.

To nie jedyne przykłady nowomowy wprowadzanej przez ministerstwo pod kierownictwem lewicowej polityk Barbary Nowackiej.

Jeśli MEN mówi o „nauce radzenia sobie z napięciem” u przedszkolaków, tow świetle Standardów Edukacji Seksualnej oznacza to przyzwolenie i zachęcanie do dziecięcej masturbacji, określanej jako „odkrywanie własnego ciała”. Kiedy deprawatorzy mówią o „rozpoznawaniu emocji”, mają na myśli pobudzanie popędu seksualnego oraz ideologię LGBT, zgodnie z którą płeć to kwestia wyboru - wskazuje Fundacja Pro - Prawo do życia.

Już wcześniej MEN mocno forsowało wprowadzenie "edukacji zdrowotnej" jako obowiązkowego przedmiotu. Wycofano się z tego pomysłu dopiero pod naciskiem rodziców. Tym niemniej, decyzją resortu edukacji z polskich szkół zniknął wartościowy przedmiot, jakim było wychowanie do życia w rodzinie, a został zastąpiony przez permisywną edukację seksualną, wzbogaconą o treści przejęte z innych przedmiotów. To dobitnie pokazuje, że nie chodzi o żadną edukację zdrowotną - wtedy ewentualnie WDŻWR zostałoby wzbogacone o takie treści, ale o forsowanie takiego modelu edukacji seksualnej, jaką lewica chce narzucić Polakom.

Źródło: stronazycia.pl

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Przejdź na stronę główną