Niemieckie media: Koniec UE nie jest już tematem tabu
Nie zdziwiłabym się, gdyby za dziesięć lat Unii Europejskiej już nie było. Nie z powodu wielkiego wybuchu, ale z powodu stopniowej utraty znaczenia. Traktaty pozostałyby, budynki również. Zniknęłaby tylko idea polityczna, która za nimi stoi - ocenia Sabine Rennefanz na łamach tygodnika „Der Spiegel”.
Wedle publicystki, w UE brakuje przywództwa zdolnego realizować długoterminową strategię. W jej ocenie, politycy skupiają się głównie na cyklach wyborczych.
Unia Europejska sprawia wrażenie zmęczonej. Nie rozpada się, nie jest niezdolna do działania, ale wewnętrznie osłabła. Nadal funkcjonuje, technicznie i umownie. Jednak nie jest już tak przekonująca. Europa istnieje, ale nie ma już takiej siły - wskazuje.
Rennefanz pisze o kapitulacji kanclerza Niemiec.
Sam kanclerz Friedrich Merz zdaje się nie do końca wierzyć w tę Europę. Niedawno zasugerował Donaldowi Trumpowi, że Stany Zjednoczone mogłyby przynajmniej wybrać Niemcy jako partnera, gdyby nie były zainteresowane Europą. Nie zostało to odebrane jako manewr taktyczny. Raczej jako rezygnacja - zauważa.
W jej artykule nie mogło oczywiście zabraknąć również tradycji lewicowo-liberalnych mediów, czyli straszenia "skrajną prawicą". W tym kontekście wymienia obecne lub niedawne rządy na Węgrzech, w Czechach, Słowacji, we Włoszech czy w Polsce. Wskazuje też na duże szanse, żeby podobne środowiska doszły do władzy we Francji czy Niemczech. W jej opinii Unia Europejska jest głęboko podzielona w wielu obszarach.
Źródło: dw.com