Ta decyzja Trumpa wkurzyła katolików i środowiska pro-life. "Łamie prawo Boże"
Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump w przemówieniu o stanie państwa z 24 lutego z zadowoleniem wspomniał o dekrecie wykonawczym, podpisanym w 2025 roku, mającym na celu wsparcie in vitro. Inne stanowisko w tej sprawie przedstawiły środowiska katolickie i pro-life.
Na mocy decyzji administracji Trumpa, wprowadzono znaczne dopłaty do procedury in vitro. Według Trumpa jest to jedna z "najodważniejszych i najbardziej znaczących decyzji podjętych kiedykolwiek przez prezydenta, aby wprowadzić cud życia do większej liczby amerykańskich domów". Da ona bowiem "milionom Amerykanów nową szansę przeżycia doświadczenia rodzicielstwa". Przywódca USA żartował, że niedługo zaczną przychodzić na świat "dzieci Trumpa". Natomiast sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr stwierdził nawet, że "pójdzie do nieba" za wspieranie in vitro.
Temu ostatniemu odpowiedział John-Henry Westen, współzałożyciel portalu pro-life LifeSiteNews.
Jako katolik wiesz, że in vitro łamie prawo Boże, a jako człowiek nauki wiesz, że praktyka ta zabija miliony dzieci w fazie embrionalnej - wskazał.
Z kolei Lizzie Marbach, była dyrektor komunikacji z organizacji Ohio Right to Life (Prawo do Życia w Ohio) i współpracownica Trumpa w kampanii prezydenckiej w 2020 r., zaznaczyła, że in vitro "jest czymś strasznym", szczególnie ze względu na eugeniczną selekcję embrionów, ich zamrażanie i wykorzystywanie przez pary jednopłciowe. Zaapelowała o zakazanie takich praktyk.
Jak natomiast przypomniał w artykule na łamach portalu catholicculture.org Peter Wolfgang, przewodniczący Family Institute of Connecticut Action, "1987 r. dokument Donum Vitae – wydany przez Kongregację Nauki Wiary pod przewodnictwem ówczesnego kardynała Josepha Ratzingera za pontyfikatu papieża św. Jana Pawła II – ostrzegał, że zapłodnienie in vitro również okaże się katastrofalne w skutkach".
Dokument argumentował, że IVF narusza godność ludzkiego embrionu, oddzielając prokreację od aktu małżeńskiego i podważając zarówno integralność małżeństwa, jak i prawa dziecka. Technika ta zastępuje akt małżeński, zamiast mu pomagać. Co najbardziej uderzające, Donum Vitae ostrzegało przed tym, co IVF oznaczałoby w praktyce: rutynowym tworzeniem wielu embrionów, zamrażaniem wielu z nich, wyrzucaniem innych i narażaniem jeszcze większej liczby na wysokie ryzyko śmierci. Nawet jeśli embriony nie byłyby celowo niszczone, traktowano by je jako materiał biologiczny podlegający selekcji i kontroli - stwierdził.
Wolfgang w swoim felietonie napisał, że "zamiast upamiętniać rocznicę Donum Vitae odnowioną katechezą na temat godności życia ludzkiego w jego najwcześniejszym stadium, katolicy obserwowali, jak prezydent Trump w swoim orędziu o stanie państwa podkreślał znaczenie zapłodnienia in vitro, promując rządowy program mający na celu zwiększenie dostępności tej procedury".
Jeśli katolicy chcą, aby decydenci polityczni poważnie potraktowali los embrionów powstałych w wyniku zapłodnienia in vitro, pierwszym zadaniem nie jest lobbowanie w Kongresie. Jest nim zmiana serc i umysłów. Argumenty moralne należy przedstawiać cierpliwie, duszpastersko i wielokrotnie. Ludzie muszą najpierw zrozumieć, że embriony te nie są „nadmiarem tkanki”, ale synami i córkami w najwcześniejszym stadium życia. Tego rodzaju zmiana kulturowa nie następuje z dnia na dzień. Nie nastąpi jednak w ogóle bez ciągłych wysiłków - podkreślił Wolfgang.
Źródło: pch24.pl, dorzeczy.pl, catholicculture.org