Żołnierz na granicy, zarzuty w prokuraturze. Państwo pomyliło role

0
0
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Flickr

Listopad 2023 roku, Puszcza Białowieska. Żołnierz Wojska Polskiego zostaje wezwany do wsparcia Straży Granicznej przy zatrzymaniu grupy migrantów, którzy nielegalnie przekroczyli granicę państwową. Padają wezwania do zatrzymania się — po polsku i po angielsku. Migranci uciekają. Rozpoczyna się pościg w trudnym, leśnym terenie.

Podporucznik Wojska Polskiego oddaje strzał ostrzegawczy, działając zgodnie z procedurami. Chwilę później potyka się. Broń wypala. Dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Ranny zostaje obywatel Syrii. Biegli potwierdzają później, że broń mogła mieć wady konstrukcyjne, a strzał był niezamierzony.

I w tym miejscu pojawia się pytanie kluczowe: dlaczego żołnierz, wykonujący zadanie w obronie granicy państwa, usłyszał zarzuty karne?

To nie był cywil. To nie była prywatna interwencja. To był żołnierz na służbie, działający na polecenie państwa, w warunkach realnego kryzysu granicznego. Mimo to zamiast wsparcia — otrzymał akt oskarżenia.

Jeszcze bardziej symboliczne jest to, że migrant, który nielegalnie przekroczył granicę, otrzymał w Polsce ochronę i dziś domaga się odszkodowania bezpośrednio od żołnierza. Od człowieka, który nie działał z premedytacją i nie naruszył procedur.

Ta sprawa pokazuje niebezpieczny kierunek myślenia: państwo szybciej rozlicza własnego żołnierza, niż bierze odpowiedzialność za warunki, w jakich każe mu służyć. A to sygnał, którego żadna armia — i żadne państwo — nie powinny wysyłać. Bo jeśli w sytuacji kryzysowej państwo najpierw sięga po kodeks karny wobec własnego żołnierza , a dopiero potem po zdrowy rozsądek, to nie problemem staje się jednostka na granicy- lecz system, który tę granicę powinien chronić. 

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Przejdź na stronę główną