Sprzeciw wobec banderyzmu "mową nienawiści"? Kontrowersje na stronie Sejmu
Praktyki, jakie dostrzeżono na stronie internetowej Sejmu RP wzbudziły kontrowersje. Okazuje się bowiem, że wyrażenie, w ramach internetowych konsultacji poparcia dla postulatu penalizacji zbrodniczej ideologii banderyzmu kończy się... oskarżeniem o użycie "mowy nienawiści". Co tym bardziej kuriozalne, chodzi o opiniowanie prezydenckiego projektu ustawy, zakładającego... właśnie penalizację banderyzmu.
Można by złośliwie skomentować, że wygląda na to, iż Sejm pod kierownictwem członka PZPR w latach 1983-1990, Włodzimierza Czarzastego, "mowę nienawiści" definiuje jako formułowanie niewygodnej prawdy wobec wybranych arbitralnie grup. Nie ma bowiem podstaw, by sądzić, że w opinii Sejmu "mową nienawiści" jest nawoływanie do penalizacji zbrodniczych ideologii jako takich. Chodzi najwyraźniej o temat penalizacji tych zbrodniczych ideologii, których zdaniem niektórych, penalizować się nie powinno, które powinny być traktowane bardziej wyrozumiale.
Strona internetowa: http://opiniowanie.sejm.gov.pl otwarcie cenzuruje odpowiedzi Polaków biorących udział w procesie opiniowania projektów ustaw. Już samo użycie słowa „banderyzm” w ankiecie, zostaje przez stronę Sejmu zakwalifikowane jako tzw. „mowa nienawiści” - wskazuje Szymon Szereda, dziennikarz wPolsce24.
Warto doprecyzować, że jak wynika z dołączonego do wpisu dziennikarza zrzutu ekranu, nie tyle samo użycie słowa banderyzm jako takiego jest uznawane za "mowę nienawiści", ale jego użycie w konkretnym kontekście - nawoływania do penalizacji.
ABSOLUTNY SKANDAL‼️
— Szymon Szereda (@Szymon_Szereda) January 4, 2026
Strona internetowa: https://t.co/KFXcoeUirv otwarcie cenzuruje odpowiedzi Polaków biorących udział w procesie opiniowania projektów ustaw. Już samo użycie słowa „banderyzm” w ankiecie, zostaje przez stronę Sejmu zakwalifikowane jako tzw. „mowa nienawiści”.… pic.twitter.com/DMwGqDJouS
Redaktor Szereda nazywa taką sytuację "absolutnym skandalem".
To szczególnie bulwersujące, ponieważ chodzi o prezydencki projekt ustawy, który ma penalizować banderyzm (antypolski ukraiński nacjonalizm) i zrównać go z nazizmem oraz komunizmem. A więc sejmowa strona cenzuruje obywateli za używanie pojęcia oznaczającego ideologię, której propagowania chce słusznie zakazać sam Prezydent RP - zauważa.
Nie kryje on krytyki pod adresem władz Sejmu.
Jeśli w rzekomo „demokratycznym” procesie legislacyjnym nie wolno nawet nazwać po imieniu ideologii, która ma być zakazana ustawą, to mamy do czynienia z fikcją dialogu i realnym zamykaniem ust obywatelom przez władze Sejmu - stwierdza.
Źródło: x.com, wPolsce24