Donald Tusk na wojnie z prezydentem (FELIETON)
Nienawiść Donalda Tuska do Karola Nawrockiego stała się obsesją premiera. Prezydent jest jego wrogiem numer jeden, większym od Władimira Putina. Jak taka wojenna ścieżka odbija się na Polsce?
Jest to pytanie niemal retoryczne, bo każdy Polak zdaje sobie sprawę z negatywnych skutków takiej polityki. Według Tuska prezydentem miał zostać Rafał Trzaskowski, który spakował już walizki, aby się zadomowić w Pałacu Prezydenckim. Nagle, nikomu bliżej nieznany szef IPN, nie należący do żadnej partii, a popierany przez prawicę, zamieszkał w miejscu przeznaczonym dla Trzaskowskiego, zastępcy Tuska, światłego polityka, ulubieńca salonów. Tusk nie musiałby borykać się z żadnym wetem. Wszystkie ustawy spływające na biurko prezydenta, byłyby natychmiast podpisywane. Zapanowałby święty spokój w niszczeniu państwa. Ale na szczęście dla narodu Rafał Trzaskowski został prezydentem jedynie na dwie godziny, gdy wyniki nie były w pełni policzone. Później zaczęła się udręka Donalda Tuska.
Karol Nawrocki to młody bezkompromisowy prezydent, który pokonał wyjątkowo brudny hejt kampanii prezydenckiej i z tego boju wyszedł jedynie wzmocniony. Cieszy się niesłabnącym poparciem Polaków i konsekwentnie realizuje swoje deklaracje wyborcze. Jest wiarygodny, a to niewygodna cecha, od której odżegnuje się koalicja 13 grudnia. Oni działają na zasadzie: „cóż szkodzi obiecać”. W kampanii wyborczej zapowiadają złote góry, które natychmiast po dojściu do władzy, chowają głęboko w szufladach.
Tusk obsesyjnie nienawidzi Karola Nawrockiego od czasu, gdy ten został oficjalnym kandydatem na prezydenta. Wcześniej już go nie znosił, gdy sprawował funkcję kierowania Muzeum II Wojny Światowej, a później szefa IPN. Według premiera rządził się tam „nieprawomyślnie”. Toteż zwalczał go z niespotykaną zajadłością podczas kampanii wyborczej, angażując do tego najdziwniejsze postacie z Jackiem Murańskim na czele. Później składał ofertę nie do odrzucenia marszałkowi Sejmu Szymonowi Hołowni, aby ten zablokował zaprzysiężenie prezydenta elekta. Na szczęście marszałkiem był wtedy Hołownia, który nie chciał uczestniczyć w zamachu stanu i Karol Nawrocki został zaprzysiężony. Tusk nie miałby tych kłopotów, gdyby wówczas marszałkiem Sejmu był Włodzimierz Czarzasty obecny rotacyjny marszałek.
Rozpoczęła się wojna Tuska na platformie X. Swojej frustracji dał wyraz już 4 stycznia 2025 roku, gdy pisał: „Kiedy wspólnie z prezydentem Trzaskowskim i marszałkiem Hołownią otwieraliśmy polską prezydencję, Nawrocki demonstrował z grupą działaczy pod hasłem Polexit. Pytanie jest proste i śmiertelnie poważne: czy chcecie prezydenta budującego bezpieczną i silną Europę, czy takiego, który wspólnie z Putinem i jego sojusznikami będzie ją rozwalał?” Tego samego dnia odpowiedział mu Nawrocki: „Co do Putina – nie znam, ale wnioskuję po zdjęciach, że to pański znajomy, zatem proszę mu przekazać, że jego listów gończych także się nie boję”. Od razu wyszło największe obciążenie Tuska, jego reset z Rosją i układanie sobie stosunków z Federacją Rosyjska „taką jaką ona jest”.
W miarę upływu tygodni, nienawiść Tuska pęczniała. Kością w gardle była dla niego polityka ze Stanami Zjednoczonymi. U Donalda Trumpa Tusk jest jak powietrze. Trudno bowiem zapomnieć serię niebywałych paszkwili, które wyszły od Tuska i Radosława Sikorskiego pod adresem Trumpa. Podejrzenie kogoś o agenturalne powiązania z Putinem nie zostało zapomniane. Na szczęście dobre stosunki z prezydentem Trumpem miał już Andrzej Duda, który przekazał pałeczkę polityki amerykańsko-polskiej Karolowi Nawrockiemu. Podczas kampanii wyborczej ówczesny kandydat Karol Nawrocki został przyjęty przez amerykańskiego prezydenta, który udzielił mu poparcia, a po zwycięstwie Nawrockiego został goszczony z honorami w Białym Domu.
Drzwi do Białego Domu pozostają zamknięte dla Donalda Tuska i jego ekipy rządzącej. Z tym nie może pogodzić się nasz premier, który szafuje obelgami na lewo i prawo, a potem udaje, że tego nie powiedział. Podobno, jak sam mówi, jest tak świetnym politykiem, „którego nikt nie ogra”. Tylko szkopuł w tym, że już dawno nikt z nim nie chce grać, na czele z przywódcami krajów europejskich, którzy wyznaczają mu miejsce w drugim wagonie.
Nasza konstytucja jest w wielu wypadkach nieprecyzyjna. Według niej za politykę międzynarodową odpowiada rząd, ale co zrobić, gdy rząd nie potrafi temu zadaniu sprostać i wychodzą takie kwiatki, jak podczas wizyty berlińskiej Donalda Tuska. Nie dość, że pogodził się z zaniechaniem domagań się reparacji wojennych od Niemców, to jeszcze zadeklarował, że osoby poszkodowane podczas II wojny światowej znajdą jego opiekę. To on w trym roku będzie rozważał o wypłacie odszkodowań. Nie kat, ale ofiara będą płacić.
Opinia społeczna ciągle bombardowana jest wieściami o kolejnych wetach prezydenta, przyklejając mu łatkę „wetomana”. W rzeczywistości Karol Nawrocki podpisuje bardzo dużo ustaw, wetuje tylko te, które są legislacyjnymi bublami. Po prostu zmusza rząd do rzetelnej pracy.
Premier dwoi się i troi, aby zaszkodzić prezydentowi: a to zabroni służbom kontaktu z Pałacem Prezydenckim, aby potem obciążyć prezydenta wstrzymaniem nominacji oficerskich, a to wbije szpilę na X prezydentowi. Powinien już wiedzieć, że Karol Nawrocki to bardzo silny i odporny przeciwnik i podobne gierki nie wpłyną na zmianę jego decyzji.
Jedyna nadzieja w prezydencie, że koalicja 13 grudnia nie będzie mogła całkowicie zniszczyć naszego kraju i doczekamy się dobrej zmiany.
Tekst ukazał się w czasopiśmie Moja Rodzina.
Źródło: MojaRodzina