Michalkiewicz: Jak zginąć bezpiecznie? (FELIETON)
Cóż za przypadek – jeśli w ogóle są przypadki? Akurat tego samego dnia, kiedy prezydent USA Donald Trump, najwyraźniej odpowiadając na buńczuczne deklaracje Unii Europejskiej w sprawie Grenlandii, powiedział, że “być może” Ameryka będzie musiała “dokonać wyboru” między ambicją przejęcia Grenlandii, a utrzymaniem NATO w “niezmienionym kształcie”, w skrzynce na listy znalazłem kopertę z napisem “Poradnik Bezpieczeństwa”, zawierającą broszurkę pod tym samym tytułem, w której można było znaleźć instrukcje, jak się zachować w przypadku zagrożenia spowodowanego między innymi działaniami wojennymi.
Były tam słuszne wskazówki, żeby “zachować spokój” - co jest wskazane w każdej sytuacji, nie tylko wojennej, żeby słuchać poleceń “sztabów kryzysowych” no i oczywiście - “służb”, a przede wszystkim – żeby wyposażyć się w “plecak ewakuacyjny” ze ściśle określoną, opracowaną przez specjalistów wojskowych, zawartością, a poza tym - żeby przygotować mieszkanie na – właśnie na co? Skoro bowiem w chwili zagrożenia mamy założyć plecaki ewakuacyjne, to chyba nie po to, by siedzieć z plecakami na plecach w mieszkaniu, tylko – by je niezwłocznie opuścić udając się – ano właśnie – chyba w nienanym kierunku – jak właśnie wezwał mer Kijowa Witalij Kliczko, by “kto tylko może” ewakuował się z miasta po rosyjskim ataku na tamtejszą infrastrukturę krytyczną, z użyciem pocisku balistycznego “Oriesznik”, czyli “Leszczyna”, przeciwko czemu zaprotestować miał “świat”. Z informacji wynikało, że ten protest był dość ograniczony, bo objął ukraińskiego ministra obrony, panią Swietłanę Cichanouską, z którą pan prezydent Andrzej Duda zabawiał się w Belwederze w mocarstwowość, no i panią Kaję Kallas z Unii Europejskiej. Jak widać, jest to bardzo nieznaczna część świata, który – podobnie jak coraz więcej młodych ludzi – nie jest w stanie skoncentrować się na jednej sprawie dłużej niż 15 minut, w związku z czym niezależne media muszą dostarczać mu coraz to nowego żeru. Pani Kallas pochodzi z jednego z bałtyckich mocarstw, konkretnie – z Estonii i jest żywą ilustracją trafności spostrzeżenia poczynionego przez Konrada Lorenza podczas badań nad zachowaniem zwierząt. Otóż Lorenz zauważył, że zwierzęta wyposażone przez naturę w śmiercionośne narzędzia: kły, pazury, czy rogi – bardzo rzadko walczą na śmierć i życie. Wystarczy, że jedno zorientuje się, iż przeciwnik jest silniejszy, a wtedy ratuje się ucieczką, a zwycięzca nawet pokonanego nie goni. Natomiast zwierzęta nie wyposażone przez naturę w takie narzędzia, np. synogarlice, zadziobują się na śmierć – bo nie wiedzą, kiedy przestać. W świetle tych ustaleń Konrada Lorenza buńczuczne stanowisko mocarstw bałtyckich wobec Rosji jest całkowicie zrozumiałe, a zwłaszcza bojowy nastrój pani Kai Kallas, która najwyraźniej wzięła sobie za punkt honoru, by nikomu nie dać się wyprzedzić w gorliwości. Polska wprawdzie do mocarstw bałtyckich nie należy – ale nie należy też do państw poważnych, zaliczając się raczej do pozostałych, toteż trudno się dziwić obywatelu Tusku Donaldu, kiedy uważa wojnę na Ukrainie za “naszą wojnę” i podstawia nogę tam, gdzie kują konie. Może to doprowadzić do wepchnięcia Polski w wojnę – od czego prezydent Zełeński dostałby chyba orgazmu z radości – bo rozlanie się wojny na przynajmniej część Europy Środkowej jest od początku ukraińskim marzeniem – a poza tym – o czym nie trzeba głośno mówić – bardzo wielu Ukraińców przyjęłoby z satysfakcją wiadomość, że to nie Ukraińcy będą musieli wyrzynać “Lachów”, tylko zrobią to za nich Rosjanie, dzięki czemu szanse na uzyskanie terytorialnej rekompensaty kosztem Polski za utracone przez Ukrainę na rzecz Rosji obszary na Zadnieprzu, mogłyby nabrać rumieńców.
Nie wybiegajmy jednak zanadto w przyszłość, chociaż z drugiej strony, jeśli Nasz Najważniejszy Sojusznik zaczyna nabierać wątpliwości, czy opłaca mu się utrzymywać NATO w “niezmienionym kształcie”, to wszystko staje się możliwe. Ale jakże ma być inaczej, skoro prezydent Obama w 2014 roku lekkomyślnie wysadził w powietrze ustanawiany przez Amerykanów i Rosjan przez 25 lat porządek lizboński? Przypomnę, że 20 listopada 2010 roku został on proklamowany na szczycie NATO w Lizbonie. Najważniejszym jego postanowieniem było ustanowienie strategicznego partnerstwa NATO-Rosja, którego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, a jego kamieniem węgielnym był podział Europy na strefę niemiecką i strefę rosyjską, prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow. Kiedy wydawało się, że klamka zapadła na 50, a może nawet na 100 lat – prezydent Obama wysadził to w powietrze i w rezultacie w Europie nie ma dziś żadnego porządku politycznego. W tej sytuacji wszystko jest możliwe, łącznie z wojną, do której popycha Europę “koalicja chętnych”, grupująca państwa, których przywódców podejrzewam o przyjmowanie łapówek od prezydenta Zeleńskiego, który nie tylko dzielił się z nimi forsą, jaką Zachód futrował Ukrainę w związku z wojną, ale zapisywał w kapowniku, kto ile wziął i gdzie schował – a teraz grozi, że to wszystko ujawni, więc tamci uwijają się, jak w ukropie, żeby mu dogodzić, nawet za cenę wyszlamowania własnych obywateli – bo jakże inaczej rozumieć pomysł, by UE pożyczyła 90 mld euro dla Ukrainy, która odda tę forsę, ale dopiero jak Rosja wypłaci jej reparacje? Że Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wpada na takie pomysły, to nic dziwnego, bo ona chyba najwięcej ma za uszami – ale dlaczego basuje jej obywatelTusk Donald czy Książę-Małżonek, z którymi prezydent Zełeński ani myślał dzielić się czymkolwiek – to trudniej zgadnąć. Jedyne wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy to to, że zarówno obywatel Tusk Donald, jak i - siłą rzeczy – Książę-Małżonek, wiszą na cienkiej nitce poparcia, jakiego udziela im Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje – i na tym polega tajemnica polityki zagranicznej naszego bantustanu.
No dobrze – ale jak to się ma do “Poradnika Bezpieczeństwa”, który trafił właśnie do mojej skrzynki na listy? Cóż; wydaje mi się, że jest to typowe dla naszych Umiłowanych Przywódców działanie pozorne – bo jużci – nikt nie może zaprzeczyć, że “władze” nie tylko “ostrzegały”, ale i “przygotowały” kraj i jego obywateli na to, co ich spotka w następstwie bęcwalstwa uprawianego przez gabinet obywatela Tuska Donalda – bo postępowania tego niepodobna nzwać polityką, jako że polityka zazwyczaj ma, a przynajmniej powinna mieć, jakiś cel mozliwy do osiągnięcia. Tymczasem, jeśli poważnie traktować deklaracje gabinetu obywatela Tusk Donalda, to powtarza on brednie “koalicji chętnych” o “sprawiedliwym pokoju” na Ukrainie. Dlaczego “koalicja chętnych” mówi takie rzeczy – to zrozumiałe – bo tego oczekuje od niej prezydent Zełeński w zamian za milczenie w sprawie forsy – ale dlaczego gabineciarze to powtarzają – to już trudniej zrozumieć, chyba, że dojdziemy do wniosku, że nic mądrzejszego nie potrafią nawet powiedzieć. To jednak znaczy, że najbardziej prawdopodobną opcją z “Poradnika Bezpieczeństwa”, będzie ewakuacja na Załeszczyki, wraz z naszą niezwyciężoną armią, szlakiem marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego.
Stanisław Michalkiewicz