Michalkiewicz: Dwa odcinki frontu (FELIETON)

0
0
Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz / Zrzut ekranu

“Ty Żydu, gestapowcze!” - cytuje w jednym ze swoich reportaży Anna Strońska wyzwisko kobiety, która w tych dwóch słowach zamknęła dwie największe nienawiści swojego życia. Strońska nie wspomina, by tę kobietę zawlókł przed nienawistny sąd Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, którego działacze uczynili sobie z polowania na nienawistników przyjemny sposób na życie.

Dzisiaj byłoby już inaczej. Dzisiaj obowiązuje rozkaz, że nienawiść ma być znienawidzona, a kiedy wejdzie w życie uchwała Rady Ministrów o zwalczaniu antysemityzmu i wspieraniu życia żydowskiego w naszym bantustanie, to nienawistnicy jak jeden mąż wylądują w dołach z wapnem – z wyjątkiem tych, którzy się w porę pokajają, to znaczy – złożą samokrytykę, a których w związku z tym Żydowie każą zostawić przy życiu, żeby było komu pożyczać pieniądze na wysoki procent. Bo pieniędzy będzie w bród, choćby z tak zwanych “roszczeń” dotyczących “własności bezdziedzicznej”. Kiedy już Żydowie w ramach realizacji “roszczeń” uzyskają tytuły własności, to pozostawionych przy życiu głupich gojów nie powyrzucają z nieruchomości, tylko ich oczynszują – no a potem będą pożyczać im pieniądze na wysoki procent, żeby im starczyło na świadczenia - i będzie gites tenteges.

   Żeby jednak ta świetlana przyszłość mogła się zrealizować bez jakichś nieprzyjemnych zgrzytów, trzeba nie tylko najpierw ustanowić ustawy norymberskie przeciw antysemityzmowi, żeby głupie goje poczuły mores, potem odpowiednio nastawić nienawistsne sądy, by surowa ręka sprawiedliwości spadała antysemitnikom na karki w postaci ostrza gilotyny, a kiedy już wszyscy zostaną prawidłowo wytresowani, to wtedy przyjdzie pora na zasadniczą część operacji. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że z uchwaleniem norymberskich ustaw przeciw antysemityzmowi będzie jakiś problem. Zgraja obywatela Tuska Donalda pouchwala, co tam będzie trzeba, być może działając ramię w ramię z Prawem i Sprawiedliwością, podobnie, jak bywało w przypadku Anschlussu, czy upoważnienia prezydenta Kaczyńskiego do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, pod którego rządami nasza biedna ojczyzna przeżywa takie paroksyzmy. Skoro bowiem Mateusz Morawiecki najwyraźniej przystąpił do realizacji kolejnej części swego zadania, to znaczy – neutralizowania PiS poprzez podzielenie go na frakcje, to po delegalizacji Konfederacji Korony Polskiej oraz Konfederacji Sławomira Mentzena, na placu pozostanie tylko Volksdeutsche Partei z satelitami. Wtedy przyjdzie czas na przypomnienie wiekopomnej uchwały Krajowej Rady Narodowej z początków PRL-u, że partii jest za dużo, że wystarczą trzy, zgodnie ze spostrzeżeniem starożytnych Rzymian, że omne trinum perfectum, co się wykłada, że wszystko, co potrójne, jest doskonałe. Z czasem jednak drogę zacznie torować sobie pogląd, że trzy, to też za dużo. Po co trzy, kiedy przecież wystarczy jedna? Wtedy satelici Volksdeutsche Partei zleją się z Partią Przewodniczką, malkontentów oskarży się o antysemityzm, wylądują w dole z wapnem i wtedy zdobywczym krokiem wejdziemy do Generalnej Guberni, która tym będzie sie różniła od poprzedniej Generalnej Guberni, że w tamtej Żydowie też znajdowali się w centrum uwagi – ale jako holokaustnicy, podczas gdy teraz, to znaczy – na obecnym etapie, kiedy to jest rozkaz, by Żydów nosić na rękach, będą też w centrum uwagi, ale nie jako holokaustnicy, tylko – jako Herrenvolk. A jeśli zmieni się etap, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że nasza Reichsfzuhrerin Urszula Wodęleje, która teraz nie pozwoli nikomu wyprzedzić się w gorliwości, gdyby padł inny rozkaz, też nie dałaby się nikomu w gorliwości wyprzedzić? W przeciwnym razie trudno byłoby zrozumieć nacisk na powszechny charakter nauczania młodzieży o holokauście, obejmującego również najdrobniejsze szczegóły techniczne.

   Wróćmy jednak do owej kobiety, co to w dwóch słowach zamknęła dwie największe nienawiści swojego życia. Kiedy z racji obowiązków zawodowych czytuję regularnie wydawaną przez tubylczy Judenrat “Gazetę Wyborczą”, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i on, to znaczy – Judenrat – też kieruje się dwiema nienawiściami. Pierwsza nienawiść dotyczy “faszystów”, przy czym faszystą w rozumieniu Judenratu jest każdy, kto Judenratu nie słucha. Z prawdziwym faszyzmem nie ma to oczywiście nic współnego, bo prawdziwy faszyzm wcale nie polega na tym, żeby nie lubić Żydów, czy podnosić rękę w rzymskim salucie, tylko na przekonaniu, że państwo jest wszystkim, że poza państwem nie ma życia. Wyraził to bardzo ładnie twórca faszyzmu, Benito Mussolini: “wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. O Żydach – jak widzimy, nie ma tu ani slowa, podobnie jak w sześciu prawdach wiary katolickiej. Tymczasem JE Grzegorz kardynał Ryś, zaraz po ingresie, a jeszcze przed instruktażowym spotkaniem z panem rabinem Schuldrichem zapowiada, że będzie zwalczał antysemityzm, ale nie jako przestępstwo – bo tym będzie się zajmowało “państwo” czyli “tron”, podczas gdy Kościół, czyli “ołtarz”, będzie się zajmował antysemityzmem na odcinku eschatologicznym, jako “grzechem”, który nie będzie odpuszczony ani na tym swiecie, w każdym razie – w Archidiecezji Krakowskiej - ani na tamtym. Więc chociaż w katechizmowych sześciu prawdach wiary o Żydach nie ma ani słowa, to widocznie nic nie szkodzi, bo w “Najnowszym Testamencie”, który podobno przygotowywany jest w ramach “dialogu z judaizmem”, na pewno stosowne wzmianki już się znajdą.

   Wydawać by się w związku z tym mogło, że skoro tak, to Judenrat powinien Kościół wspierać. Tymczasem lektura “Gazety Wyborczej prowadzi do całkiem innych wniosków. Podobnie jak dla Judenratu “Trybuny Ludu”, który sprawował rząd dusz w naszym bantustanie za pierwszej komuny, kolejne pokolenie tamtego Judenratu, które tworzy Judenrat obecny, zwalcza Kościół katolicki, jak tylko może i gdzie tylko może. Przy pomocy dwóch wyspecjalizowanych publiczystów, pana mec. Nowaka, co to twierdzi, że był w młodości molestowany i pana Obirka, który w swoim czasie, jako ojciec jezuita, mógłby chyba pana mec. Nowaka nawet molestować, Juderat próbuje przyprawić przewielebnemu duchowieństwu katolickiemu wizerunek zbiorowiska porażonego priapizmem, co to molestuje panienki niczym tornado – od Bałtyku po gór szczyty. Ale to tylko jeden, obyczajowy, czy nawet rozporkowy odcinek frontu ideologicznego, bo Kościół katolicki atakowany jest przez Judenrat również na odcinku politycznym oraz ideologicznym. Świadczy o tym publikacja natchnionego autora, że nie było takiego faszyzmu, z którym Kościół nie byłby za pan brat. Abstrahując od trafności tej opinii, warto zwrócić uwagę, że w tej sytuacji umizgi Jego Eminencji Grzegorza kardynała Rysia do rabina Schuldricha i w ogóle – do Żydów, mogą nie przynieść mu spodziewanych rezultatów. Kiedy bowiem przyjdzie do ostatecznego rozwiązania kwestii katolickiej w naszym bantustanie, to Eminencji nic nie pomoże, podobnie, jak innym członkom “reakcyjnego kleru” - bo Juderat najwyraźniej jest zdecydowany odciąć nasz mniej wartościowy naród tubylczy nawet od takiej namiastki szlachty, jaką próbuje być przewielebne duchowieństwo katolickie.

                                                                

 Stanisław Michalkiewicz

 

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Przejdź na stronę główną